Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Whatever It Takes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Whatever It Takes. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 lutego 2018

Od Whatever'a do November

Kolejny dzień minął jak zwykle na samotnym siedzeniu w domu i okolicach. Za około pół godziny zajdzie słońce. Niestety - za godzinę znowu wzejdzie. Idąc zamyślony nie spostrzegłem biegnącego z boku psa.
- Cześć- powiedziała suczka,a raczej November
- Część - mruknąłem, chociaż trafniejsze byłoby określenie tego fuknięciem. Zniżyłem głowę i powoli ruszyłem dalej przed siebie. Suczka patrzyła się na mnie lekko zdziwiona,lecz także przechodził przez nią cień zadowolenia. Nie miałem po co dalej zawracać jej głowy,skoro i tak nic mi nigdy nie wychodziło. Po chwili usiadłem na jednej z górek. Moją sierść otulał lekki wiatr. Zatopiłem się w myślach. Nie brałem już pod uwagę świata rzeczywistego. I to był błąd. Od tyłu podeszła do mnie November. Otworzyłem oczy i spojrzałem na nią. Biało-szara suczka założyła naszyjnik ode mnie. Spojrzałem się na nią pytająco.

November?

czwartek, 15 lutego 2018

od Whatever'a CD historii November

- Nie! - krzyknąłem, ale suczki już nie było. ,,Uspokój się,Takes. Nic jej się nie stanie." Mówiłem ciągle w myślach. Zamierzałem czymś zająć umysł,czekając na koniec burzy. Zresztą i tak bym tu został, bo bardzo ciekawiły mnie te wszystkie zakamarki. Powoli ruszyłem korytarzami co chwilę odkrywając kolejne wejścia. Przy którymś korytarzu zobaczyłem wpadające promienie s Od łońca. Podbiegłem tam i wyjrzałem przez dość duże "okno". Dotarłem na inne tereny,jednak niemniej ładne niż lawendowe pole. Jednym skokiem pokonałem przeszkodę i sprawnie odbiłem się od kamieni. Rozejrzałem się dokładnie zapamiętując okolicę. Nie chciałem się zgubić,jednak w koñcu gdzieś musiałem wyjść poza znane mi dotąd tereny. Słyszałem, że w terenach sfory są także magiczne,ale takiego czegoś nie przewidziałem. Przede mną był wielki wodospad a spływała z niego żłota woda. Przy brzegu był lód,co nadawało większy efekt zamarzniętej złotej wodzie. Po chwili jednak ruszyłem dalej. Kilka godzin później wróciłem do siebie. Chciałem pójść do November. Ruszyłem w stronę jej domu. Po drodze napotkałem dorodnego jelenia. Zakradłem się do niego i rzuciłem na szyję. Po kilku minutach jeleń upadł. Zaniosłem go pod drzwi domu November. Lekko zpukałem do jej drzwi. Po chwili suczka mi otworzyła.
- Czego? - zapytała
- Jesteś może głodna? - zapytałem wskazując jelenia - A tak na serio, to przyszedłem przeprosić i upewnić się, że nic ci się nie stało. Jednak jeleń i tak dla ciebie - powiedziałem i popatrzyłem się w oczy suczki.

November? Dałam ci chociaż na kilka godzin spokój xD

piątek, 9 lutego 2018

Od Whatever'a CD historii November

Powoli oddalałem się od suczki. Chwilę później biegłem już przez pola. Zatrzymałem się dopiero gdy byłem zbyt zdyszany, by biec dalej. Wtedy zorientowałem się, że kilkukrotnie wyszedłem poza znane mi tereny. Spróbowałem skojarzyć elementy - nic. Chwilę się zastanowiłem. Mogłem spróbować wyłapać zapachy, co byłoby chyba najlepszym wyjściem. Jednak na moje nieszczęście znów zaczął padać śnieg i zatarł ślady. Postanowiłem poszukać sąsiednich terenów,które znałem. Po kilku godzinach dotarłem na skraj Lawendowego Pola. Zmierzałem w stronę mojego domu. Jednak nie spodziewałem się...
- November,obudź się! - powiedziałem do śpiącej w okręgu samicy gamma.
- Ups?- mruknęła i rzuciła się do ucieczki rozkopując lawendę. Nie biegłem za nią od razu. Odczekałem kilka minut i powoli ruszyłem śladem suczki. Z oddali widziałem jak siedzi przy urwisku. Powoli do niej podszedłem i lekko dotknąłem nosem.
- Cześć - szepnęła cicho. Spojrzałem na niebo słysząc grzmot. W naszą stronę zbliżały się czarne chmury
- Em... November,chyba musimy już iść - powiedziałem i łapą wskazałem na chmury. Wstała patrząc na mnie i głową pokazując, żebym szedł za nią. Biegliśmy najszybciej jak umieliśmy,lecz burza rozpętała się w połowie drogi do jaskini suczki. November szła pod wiatr. Zlokalizowałem w pobliżu inną jaskinię - zapewne niezamieszkaną. Barkiem szturchnąłem suczkę i pobiegłem w stronę kryjówki. Po chwili do mnie dołączyła i razem weszliśmy do środka przytulnej jaskini. Po dokładnym zwiedzaniu okazała się większa niż moja i November razem wzięte. Miała mnóstwo małych korytarzy
- No,no... Nieźle - mruknęła lustrując wzrokiem jaskinię jeszcze raz. Rozejrzałem się jeszcze raz i pokiwałem głową.
- A tak w ogóle, to co się wtedy stało? - zapytałem przypominając sobie widok jej zapłakanej twarzy.

November? Wena nie wróciła ;-;

niedziela, 4 lutego 2018

od Whatever'a CD historii November

Suczka zauważyła naszyjnik. Próbowałem go ukryć,lecz była zbyt spostrzegawcza.
- Emmm... - zaciąłem się - Eh. Chcę cię jeszcze raz przeprosić. Wiem, że jestem jaki jestem,ale powinienem uszanować twoje zasady... - zatrzymałem się i uświadomiłem sobie jak głupio to brzmiało. Jednak musiałem dokończyć - A tovw łapie... To ten... Naszyjnik po mojej matce - wykrztusiłem i spuściłem wzrok. - Gdy cię pierwszy raz zobaczyłem,od razu skojarzyłaś mi się z nią. Była bardzo podobna do ciebie i... - znowu się zaciąłem - przepraszam... - powiedziałem i wręczyłem jej srebrny naszyjnik z perłami.
 Suczka zaniemówiła. Powoli wzięła naszyjnik i zapięła na szyi.
 - Nie sądzę żeby bardziej przydał się mi niż tobie. - dodałem.
- Dzięki. - parsknęła - a... Ten... Mówiłeś, że twoi rodzice też zginęli... Jaka właściwie jest twoja historia? - zapytała w końcu.
- Em... Ja ten... Urodziłem się w czasie wojny pomiędzy psami ze sfory... Wychowywałem się samotnie,czasem tylko spędzałem czas że szczeniakami że sfory,a może sfór? Dalej nie wiem o co chodziło... Rodzice mnie nie puszczali,żeby nie było później za którą stroną są alfy. No i później jak przejąłem stanowisko alfy,rozdzieliłem tereny na dwie części... Myślałem, że będzie już spokój,tylko zaatakowały wilki. Przez ten podział sfora przegrała a moi rodzice umarli. Ocalało pięć psów. No i ja odszedłem i znalazłem sforę... - powiedziałem. Popatrzyłem się na November. Miała spuszczoną głowę.
  November? Wena pojechała na wakacje;-;

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Od Whatever'a do November

Powoli szedłem przez las. Zaczynałem myśleć, że on nigdy się nie skończy. Co jakiś czas mijałem mały strumień. Wędrówka była wykańczająca, a trudno było znaleźć kawałek strumienia który nie był mocno zamarznięty. Wreszcie ujrzałem coś,co nie jest drzewem. Zdziwiłem się jeszcze bardziej,gdy okazało się, że są to kwiaty lawendy. Zachowywałem się jak gdybym wygrał milion kości. Raźnie biegłem przed siebie. Jakbym nagle się odrodził. Biegałem wszędzie, aż w końcu w oddali zauważyłem... Psa. Suczka skakała po kwiatach nie widząc mnie. Podbiegłem do niej. Gdy byłem kilka metrów od niej, wreszcie mnie zauważyła.
- Witaj. Jak się nazywasz? Chyba nie należysz do sfory? - zapytała
- Whatever It Takes. Nie należę do żadnej sfory... - odpowiedziałem suczce
- A chciałbyś dołączyć? - znowu zapytała
- Chciałbym. Nawet bardzo. A ty jak się nazywasz tak w ogóle? - zapytałem. Nie chciałem być niegrzeczny,ale chciałem wiedzieć z kim rozmawiam.
- November. Chodź za mną, Whatever it Takes! - krzyknęła i pobiegła. Po chwili do niej dołączyłem
- Możesz mówić Whatever. - uśmiechnąłem się. Doszliśmy do jaskini zapewne alfy. November zaprowadziła mnie do psa.
- Witaj,Hamiltonie. To jest Whatever it Takes. Chcę dołączyć. - przedstawiła mnie November.
- Z chęcią cię przyjmiemy Whatever it Takes'ie - powiedział Hamilton i coś tam napisał. Po załatwieniu wszystkich papierkowych spraw wyszliśmy.
- Coś pusto tutaj... - westchnąłem - ile jest psów - zapytałem z ciekawości.
- łącznie z tobą i mną to.. cztery. Kiedyś było o wiele więcej,jednak wybuchnęła wojna. Mnie jeszcze nie było wtedy na świecie...- westchnęła podobnie jak ja przed chwilą.
- Twoja matka tu była? - zapytałem
- Była. Uciekała,ale zginęła... - powiedziała.
- Przykro mi. Moi rodzice też zginęli na wojnie z wilkami. - powiedziałem i spuściłem wzrok.

November?

"Nie myśl o tym,kim nie jesteś. Zacznij doceniać to kim JESTEŚ" - Whatever

Podobny obraz
Whatever jest pomocnym, pogodnym psem potrzebującym towarzystwa i.. Zakochanym w November. Cóż... Powodzenia i witamy!